Byłe aktualności, czyli zaszłości.
ROK 2008 ROK 2007 ROK 2006 ROK 2005 ROK 2004 ROK 2003 ROK 2002 ROK 2001 ROK 2000
Wigilia klubowa
W tym roku Matka Natura hojnie obdarowała nas śniegiem, który sypał już od wielu dni i sprawił, że nasza Wigilia mogła odbyć się w iście zimowych warunkach. Białe Święta, tym razem były rzeczywiście białe, a mróz, który jeszcze kilka dni temu powodował szaleńczo niskie temperatury trochę odpuścił. Choć gorących serc klubowiczów żaden mróz nie jest w stanie zamrozić to, jeśli chodzi o gardła i śpiew, niska temperatura nie jest wskazana. Już na kilka dni przed Wigilią dał się zauważyć wzmożony ruch w sklepach spożywczych. Potem znacznie skoczyło zużycie gazu, a wszystko to, w związku z przygotowaniami, jakie poczynili klubowicze przed Wigilią. Aż w końcu nadszedł ten dzień, na który tak długo czekaliśmy.
15 grudnia roku pańskiego 2001, zgodnie z przewidywanym opóźnieniem, w naszej stajni rozpoczęła się kolejna, 19 w historii klubu, Wigilia. Spotkanie zainaugurował tradycyjnie, swoim przemówieniem Jurek Wilczek. Po krótkich obliczeniach stwierdziliśmy, że tylko obecna kierowniczka klubu Kasia Furtak i nasz klubowy "dziadek" Gwasz byli obecni na wszystkich Wigiliach i chwała im za to. Po nadspodziewanie krótkim przemówieniu, nasz klubowy ministrant Przemek Wróblewski przeczytał stosowny do okazji fragment Pisma Świętego. Potem wszyscy rzucili się na opłatki i zaczął płynąć nieprzerwany strumień dobrych słów. Życzeń nie było końca. Radość, zdrowie, konie, marzenia, pieniądze, szczęście to słowa, które słyszało się najczęściej. Gdyby wszystkim, spełniło się wszystko, to za rok będziemy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Strumień życzeń powoli zanikał, a w stajni pozostali już tylko nieliczni, reszta przeniosła się do hali, która na czas Wigilii zmieniła całkiem swój charakter. Zawdzięczamy to Asi Kozik, która wraz z licznymi pomagierami pięknie przystroiła całość stroikami z świerkowych gałązek, światełkami, a na honorowym miejscu stanęła bożonarodzeniowa choinka. Na stołach białe obrusy, zielone gałązki oraz nadające szczególny blask całej sali, świece. W ten sposób wyczarowano tu, cudowne miejsce dla prawdziwej wigilijnej biesiady. Jak co roku okazało się, że można liczyć na naszych klubowiczów. Ruch w sklepach i zużycie gazu nie okazało się sztucznym tłokiem, to można było stwierdzić gołym okiem. Stoły wręcz uginały się pod stertami pysznych i pięknie wyglądających ciast, smakowitych słodyczy, owoców i innych specjałów. Jak zwykle najlepszy okazał się barszcz, zrobiony przez Kasię Furtak, wspieraną przez dzielną ekipę w składzie: Ania Jasińska, Iwona Kolbuszko, Natasza Odziemczyk i Ela Pietras. Jeśli chodzi o barszcz to byli tacy, którzy zjedli nawet po sześć porcji, ale to wyjątkowe pasibrzuchy. Cały czas, w świąteczny nastrój wprowadzały nas melodie kolęd dochodzące z głośników magnetofonu. W końcu, gdy już wypiliśmy prawie cały barszcz i ulżyliśmy stołom, pozbawiając je, spoczywających na nich, okrutnych ciężarów, naszedł czas prawdziwego kolędowania. Tu znów nieoceniony okazał się Przemek Wróblewski. Tym razem wokół naszego etatowego grajka zebrała się liczna gromada miłujących kolędy i śpiew. Wspólnymi siłami, wspierani przez zawodowca Jacka Ostaszewskiego, odśpiewaliśmy od A do Z, wszystkie znane i nieznane nam kolędy. Największym przebojem, już po raz drugi, okazała się Pastorałka Klubowa, zwana również Końlendą(to właściwa pisownia), której autorami są Basia i Przemek Wróblewscy. Kolędowanie przeciągnęło się nadspodziewanie długo, gardła nam powoli zamarzały i gdy po raz kolejny zaśpiewaliśmy naszą pastorałkę, a na sali zostali tylko nieliczni szczęśliwcy, czasu nie liczący, stwierdziliśmy, że czas kończyć. Tak dobiegła końca, kolejna klubowa Wigilia i nie pozostaje nic innego, jak życzyć sobie, aby tak miłych imprez zdarzyło się w naszym klubie jeszcze wiele.
Zima
"Zima na ramiona nasze spadła, niewinnością, białym śniegiem" - tak śpiewała na swojej płycie Kayah. Nam nie pozostaje nic innego, jak razem z nią zaśpiewać tę strofę i ...
Jeszcze na początku grudnia zbliżająca się Królowa Zima, zamieniła nas w kostki lodu kilkunastostopniowym mrozem. W ten sposób zmroziła, nie tyle nasze serca, co naszą ujeżdżalnię, czyli centrum(serce) naszych jazd. Na szczęście chwilę później Jej Wysokość zlitowała się zrzucając z góry całą masę białych płatków. Śnieg zasypał wszystkie drogi, przykrył wszystko białym płaszczem, a drzewa przystroił białymi czapami. W ten sposób wieczorna jazda w teren zamieniła się w tajemniczą jazdę po czarodziejskiej krainie. Krainie, w której pośród skrzących się płatków śniegu, można zobaczyć domek z bajki, przy którym stoi pięknie oświetlona choinka przypominając, że już wkrótce święta! Można zobaczyć wspaniale podświetlone kopuły wież klasztoru na Bielanach, które w tej scenerii przypominają bardziej wieże minaretów zawieszone nad lasem jakby pochodziły nie z tego świata. W lesie można usłyszeć huczenie sów i słabe odgłosy kroków przebiegających nieopodal krasnoludków. Ich długie, "pomponiaste" czapki ledwie wystają spod śniegu. A dzięki temu, że śnieg jest miękki i przykrywa wszystko, wyrównując wszelkie nierówności, możemy jeździć gdzie chcemy. Oczywiście jazda zimą ma też swoje minusy(np. zimno i ciemno), ale szybko przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie. Zapominamy o wszystkim będąc pod wrażeniem tego co widzimy dokoła. Zapominamy nie tylko o tym, że jest zimno i ślisko, zapominamy o całym Bożym świecie, wraz z jego wszystkimi troskami, zmartwieniami, problemami. Pędzimy po białym puchu gdzie nas oczy poniosą i nic więcej się nie liczy.
To wspaniałe przeżycie i prawdziwy relaks, a przekonać się o tym mogą wszyscy Ci, którzy zdecydowali się lub zdecydują się przyjechać do naszego klubu i wsiąść na konia.
Hubertus 2001
W niedzielę 28 października odbył się kolejny, jak skrzętnie wyliczono 18, Hubertus w naszym klubie. Jak co roku rozpoczął się w samo południe na klubowej ujeżdżalni.Stąd wyruszyła grupa desperatów na swoich wspaniałych rumakach. Po trudnym, ale jakże ciekawym terenie, prowadzonym przez mastra - Majkę Bobrowską, cała grupa dojechała na łąkę w Przegorzałach. Tu czekała na nich mała Lisica, czyli Dominika Paluch na swojej małej Wolcie. Po niezwykle ciekawej, prowadzonej w dobrym tempie gonitwie, lisią kitę zerwał Robert Kot zwany Kotkiem, który jechał na młodym koniu o imieniu Lira.Po dekoracji i rundzie honorowej wszyscy wyruszyli do klubu, aby tam przy ognisku spróbować pysznego bigosu.W ten sposób kolejny Hubertus klubowy przeszedł do historii, a my zapraszamy za rok!
jeśli masz ochotę przeczytać więcej i nowość:"Krótki film o Hubertusie"
Lista startujących w gonitwie.
A skąd się wzięła tradycja biegu Hubertus?