Tabun Powrót na stronę główną

ROK 2006

archiwista ,

Archiwum ,

2009-03-25 16:43
Byłe aktualności, czyli zaszłości.

Byłe aktualności, czyli zaszłości.


ROK 2008 ROK 2007 ROK 2006 ROK 2005 ROK 2004 ROK 2003 ROK 2002 ROK 2001 ROK 2000


Wigilia Klubowa!

           W sobotę 16 grudnia 2006 roku, o godzinie 18.00, rozpoczęła się Klubowa Wigilia. To była już 24 w naszej historii, czyli jak łatwo obliczyć, za rok obchodzimy ćwierćwiecze! Z tej okazji trzeba będzie chyba przygotować jakieś specjalne atrakcje, ale to dopiero za rok, a tegoroczna Wigilia, dopiero za nami. W tym roku przybyło na nią naprawdę bardzo liczne grono ludzi, trudno było wszystkich zliczyć, dołączyła w końcu hipoterpia - mam nadzieję, że już na stałe. Dziękujemy wszystkim za miło spędzony czas!
jeszcze kilka słów
Jeśli chodzi o relacje słowne, to mam nadzieję, że podobnie jak to było w przypadku Hubertusa, stworzymy wspólnie jakiś "Wielopunkt widzenia"! W końcu każdy miał inne odczucia, siedział lub stał w innym miejscu, robił to lub tamto, a przede wszystkim każdy z nas jest inny. Dlatego czekam na liczne relacje, tych młodszych, tych starszych, najmłodszych i najstarszych, relacje wielopokoleniowe, bo przecież było też sporo rodziców, a może nawet dziadków. Miło by było, gdyby i hipoterapia, nadesłała swoje słowa, bo zdecydowanie za rzadko prezentuje się nam na tej stronie!
Szalonych fotoreporterów było w tym roku kilku, a zdjęć dzięki temu całe mnóstwo. Miałem ogromne problemy, aby z tych prawie 600 zdjęć, wybrać tylko tych kilkadziesiąt, po prostu serce się kroiło, ale wszystko się nie zmieści, nasz serwer ma ograniczone limity. Jeśli ktoś będzie chciał, to może jakoś zorganizujemy przekazywanie pozostałych zdjęć do zainteresowanych.
A zdjęcia tym razem robili Bianca, Wojtek i spóki - wielkie dzięki!
zdjęcia I i zdjęcia II


Szkolenie weterynaryjne.

            W niedzielę, 10 grudnia 2006 roku w naszym klubie odbyło się kolejne szkolenie weterynaryjne. Skierowane było głównie do dyżurnych nocnych lub kandydatów na nich, ale oczywiście mógł przyjść kto chciał, a warto było, bo oprócz głównej organizatorki, Basi Pieróg, która jak wszystkim wiadomo, jest mgr inż. zootechniki, swoją wiedzą ze zgromadzonymi na szkoleniu osobami dzielił się znany i ceniony dr weterynarii Marek Tischner!
Szkolenie rozpoczęło się o godzinie 16 .... więcej

Uwaga dla wszystkich uczestników kursu!
Rozmawiałem z dr Markiem Tischnerem, który zapewniał mnie o chęci kontynuacji tego typu zajęć(chyba i jemu się spodobało). Prosił też o przysyłanie pytań, które chcielibyście zadać po ostatnich zajęciach. Pytań, które was ciągle nurtują, które przyszły wam do głowy dopiero po zajęciach, czy też dotyczyłyby problemów, których nie do końca zrozumieliście. Nadesłane, na adres klubowy, pytania, zostaną przedstawione panu doktorowi, który postara się na nie odpowiedzieć na najbliższych zajęciach!


Przeżyj to jeszcze raz!

           Przeżyj to jeszcze raz lub przeżyj to teraz, to zależy, czy byliście na gonitwie hubertusowej, czy też nie. W każdym razie dziś nareszcie przekazano mi płytkę z nagranym na niej filmem, a film ten, autorstwa Roberta Pawelca, czyli po prostu Bajzla, przedstawia tegorocznego Hubertusa. Oczywiście z racji wielkości pliku, w całości będzie on dostępny tylko na płytce(sposoby dystrybucji jeszcze nieznane). Natomiast tu na stronie postanowiłem zamieścić tylko skrócone wersje, ale za to 4! Nie jestem zawodowcem w dziedzinie montażu filmów, więc wybaczcie pewne niedociągnięcia, ale przejdźmy do rzeczy:
wersja pierwsza, najkrótsza, czyli moment, na który wszyscy czekali - zerwanie kity:
film I - 4sek i 511KB
wersja druga, trochę dłuższa, czyli coś przed:
film II - 21 sek i 1,42MB
następny film od wjazdy na łąkę do złapania, ale zamiast fachowych komentarzy widzów muzyka:
film III - 15,4MB i 4.09min
i na koniec całość w telegraficznym skrócie, również z muzyką:
Uwaga!Ścigany nieustanną krytyką z wszystkich stron, popracowałem jeszcze trochę nad ostanim filmikiem i we wtorek(14.11),koło godziny 13 wgrałem jego najnowszą wersję. Na pewno także nie jest doskonała, na pewno kogoś nie zadowoli, ale już jej nie będę zmieniał, bo mi się nie chce ;) I jeśli muzyka nie taka, jeśli napis nie ten lub nie to ujęcie - to trudno! Film jest jaki jest:
film IV - 18,2 i 5,11min
to zapraszam do oglądania!!!


Hubertus 2006!!!

           Zbliża się 3 listopada, a oznacza to, że przyszedł czas zakończyć oficjalny sezon jeździecki, czyli czas na Hubertusa! To tradycyjny bieg myśliwski w pogoni za Lisem, którym tym razem był Krzyś Stojowski. Informacja ta może zdziwić tych, którzy pamiętają, że lisią kitę w zeszłym roku zerwała filigranowa kobieta w niczym Krzysia nie przypominająca. Tak, to prawda, w zeszłym roku Lisa złapała Justyna Sowińska, która z różnych względów w tym roku jechać nie może, podobnie jak Lisica sprzed dwóch lat, czyli Irmina Kałka. W takiej sytuacji Kasia Furtak nie miała innego wyjścia, jak zaszczyt noszenia kity powierzyć Krzysiow - lisowi sprzed lat trzech. I w ten sposób, w niedzielę 29 listopada 2006 roku, to Krzyś zasiadł na Kenii i przez dłuższy czas dobrze się ukrywał przed poszukującą go grupą. W końcu jednak złapano trop i dokładnie o godzinie 13.30 goniącą grupę przyprowadził na łąkę w Przegorzałach Tomek Powroźnik pełniący godność Mastra. I tu rozegrał się finał tego pasjonującego biegu. Po niezwykle emocjonującej gonitwie, po niezwykłych wyczynach szalonych jeźdźców i równie szalonych koni, kitę z lewego ramienia Krzysia zerwał Wojtek Wszołek! Brawo dla Wojtka, ale brawa też dla wszystkich uczestników. Cały bieg jest przecież imprezą niezwykle trudną i męczącą, więc każdy, kto przeżył, wart jest pochwały! Brawa też dla nielicznych w tym roku widzów, którzy podobnie jak uczestnicy nie przestraszyli się pogody i stawili się wiernie na wałach Wisły. Nagrodą tak dla nich, jak i dla jadących, był kolejny cud nad Wisłą, bo jak inaczej nazwać fakt, że po porannych opadach deszczu, na jeźdźców po wyjeździe z ujeżdżalni nie spadła ani kropla deszczu?!Tak, było sucho i ciepło, świeciło słoneczko i było bardzo miło - zupełnie nie do uwierzenia, ale to prawda!
I jeszcze jedna bardzo istotna rzecz:
CHCIELIBYŚMY BARDZO GORĄCO PODZIĘKOWAĆ LUDZIOM Z CZERNICHOWA, ŻE PO RAZ KOLEJNY POŻYCZYLI NAM SWOJE WSPANIAŁE RUMAKI, KTÓRE JAK ZWYKLE ŚWIETNIE SIĘ SPRAWDZIŁY W BOJU. DZIĘKUJEMY!!!

A oto oficjalna lista uczestników Hubertusa 2006

No to na początek słowa, których w tym roku dość sporo.
A oto zdjęcia z Hubetusa, też jest ich dość sporo.
Mam też nadzieję, że wkrótce będę mógł zamieścić tu krótki film z gonitwy, bo jednak nie ma to jak ruchome obrazy.


Puckowisko 2006.

           Minęły już emocje związane z tegorocznym Hubertusem, więc możemy poświęcić chwil kilka zupełnie innemu wydarzeniu, które nie ma co prawda tej rangi, co bieg myśliwski, ale na pewno warto je odnotować na naszej stronie. Już spieszę wyjaśnić, co to takiego "Puckowisko". Pełna nazwa to Turystyczny Rajd Górski"Ścieżkami Pucka", w tym roku odbywała się już 24 jego edycja! A kim był sam Pucek? Władysław Piliński "Pucek" - to on w 1968 roku wędrując z grupą instruktorów harcerskich po górach, dał się zauroczyć pięknem Małych Pienin. Wpadli na pomysł stworzenia bazy turystycznej w tym rejonie, ich wybór padł na Durbaszkę, gdzie od 1973 roku własną pracą włączyli się w tworzenie dzisiejszego Górskiego Ośrodka Szkolno-Wypoczynkowego "Pod Durbaszką". W tym właśnie miejscu, od 1983 roku, czyli rok po śmierci Władysława Pilińskiego "Pucka" zaczęły się odbywać Złazy Instruktorskie, które w roku 2002 zmieniły się w Turystyczne Rajdy Górskie, będące ich kontynuacją. Przedstawiciele naszego klubu uczestniczą w tych Rajdach już od kilku lat. Nie inaczej było i w tym roku, udało się wystawić aż dwie drużyny.
....więcej
zdjęcia z imprezy:
cz.1
cz.2


Zawody jeździeckie!!!

           W niedzielę, 8 października 2006 roku, na terenie naszej ujeżdżalni odbyły się kolejne Jesienne Mistrzostwa KTK "Tabun". Jesienna pogoda tym razem nam sprzyjała, gdzieś na horyzoncie pokazywały się co prawda ciemniejsze chmury, ale nie spadła ani kropla deszczu, a słonko przyświecało chwilami całkiem miło. Niestety chłodny wiatr studził troszkę zapały publiczności, którą tylko od czasu do czasu rozgrzewały emocjonujące zmagania jeźdźców. Tym razem rozegrano 3 konkursy, w których wystartowało prawie 40 uczestników. Mimo iż były to zawody klubowe, zgłosiło się też kilka osób spoza naszego klubu. Goście mogli startować tylko poza konkursem, ale pokazali bardzo dobre umiejętności, mobilizując naszych jeźdźców do większych wysiłków. Ale przejdźmy już do bohaterów mijającego dnia, czyli do naszych wspaniałych zwycięzców. Zaczynijmy może od najmłodszych, czyli Konkurs Młodego Jeźdźca, w którym wyróżniono aż 3 kategorie, w dziale hipoterapii najlepszym okazał się Marcin Przejczowski na Gardzie, a tuż za nim uplasowała się Magda Łagosz. W dziale jeździeckim zwyciężył debiutujący w startach Michał Puzia na Wolcie, wyprzedzając Elę Nikodę na Topazie i Anetę Pietrzyk na Ambicji, była jeszcze jedna kategoria, najmłodszych z młodych jeźdźców i zwyciężyła w niej 5letnia Amcia Półtorak jadąca na Wolcie. W konkursie ujeżdżenia klasy L pierwsze miejsce zajęła Zosia Zawadzińska na Roksanie, wyprzedzając Ulę Dobisz na Sokole i Magdalenę Dulębę na Ambicji. Natomiast w ostatnim z rozgrywanych dziś konkursów, którym było ujeżdżenie klasy P wygrała Marysia Szupelak na Gardzie, tuż za nią była Dorota Kowalska na Ambicji, a miejsce trzecie zajęła Zosia Zawadzińska na Wolcie. Niestety i tym razem było kilku pechowców, którym nie udało się ukończyć występu. Dwukrotnie szans na zaprezentowanie się publiczności i sędziom pozbawiały swoich jeźdźców - Ratana, która sądząc ze stylu w jakim pokonywała szranki, ostatnio preferuje konkursy skoków i niezwykle szybki Pikador, który chciał chyba wyrazić swoje tęsknoty za wyścigami na torze, którego czworobok nie przypomina. Ale i tym zawodnikom(może nie będę ich wymieniał z imienia i nazwiska) należą się wielkie brawa za to, że walkę podjęli i dzielnie się spisywali. Dzielna była też publiczność licznie zgromadzona nad ujeżdżalnią, która pięknie dopingowała wszystkich startujących, tworząc atmosferę prawdziwych zawodów sportowych i której bardzo dziękujemy za przybycie, a w imieniu organizatorów, już teraz, zapraszam wszystkich chętnych do startu i kibicowania w Zawodach o "Puchar Smoka Wawelskiego", które wiosną rozpoczną następny sezon jeździecki.
pełne wyniki zawodów
zdjęcia jutro, ale dziś już jest jutro, więc zapraszam do obejrzenia zdjęć:
część I
i część II


Poobozowe ognisko!!!

           W sobotę, 30 września 2006 roku, dzięki staraniom organizatorek - Magdzie Motyl i Ewelinie Pałce, odbyło się poobozowe ognisko, na którym zjawiła się całkiem spora grupka ludzi. Świetne przygotowanie pozwoliło wszystkim najeść się do syta, a przede wszystkim świetnie się bawić i wrócić wspomnieniami do miłych chwil obozu. Ognisko było połączone z projekcją zdjęć, którą przygotował niezastąpiony Wojtek. Przy okazji przypominam, że dzięki Wojtkowi, powstał pierwszy klubowy śpiewnik. Śpiewnik, a także płytki ze zdjęciami są dostępne w pokoju instruktorów, aby stać ich właścicielami wystarczy wydać małą kwotę, bo Wojtek pomijając swój wielki nakład pracy, postanowił sprzedawać wszystko po cenach kosztów produkcji, czyli płytki za 2zł, a śpiewniki po 5zł!
Coś więcej o ognisku opowie Wam w swojej relacji Bianca, która była naocznym świadkiem niemal wszystkich wydarzeń z nim związanych. Natomiast zdjęcia robione przez Wojtka(i kilka moich) możecie obejrzeć już teraz.


Idę przez opuszczony park, czyli Kurozwęckie Ostatki

           Czas już kończyć temat tegorocznych Kurozwęk, konie już dawno w stajni, ludzie w domach, a łąka znów porasta zielskiem i tylko gdzieś w nas pozostały wspomnienia, chyba dobre, sądząc po Waszych reakcjach. Oczywiście każdy ma swoje wspomnienia, dla każdego z nas, coś innego mogło być tym najważniejszym wydarzeniem, każdy na swój sposób przeżywa i odbiera wszystko, co minęło. W tej mojej ostatniej relacji, trochę odbiegam od tematyki obozowej, może dlatego, że w tym roku byłem tylko gościem, a może dlatego, że przyszedł czas na te słowa. Chciałem krótko opowiedzieć słowem i obrazem, o moim spacerze po Kurozwękach, który przydarzył mi się w ostatnim dniu obozu, choć trwał ledwie 2 godziny, to rozciągał się na całe lata. Ten spacer to wynik mojej fascynacji tymi wszystkimi miejscami, Kurozwękami w szerokim ujęciu, to takie moje wrażenia, odczucia związane z faktem nieubłaganego upływu czasu i wpływu tego nieubłagania na rzeczy wszelkie. "Moje Kurozwęki"

"Winda 7" i inne, czyli ogniskowe przeboje.
            Aha, i jeszcze jedno, gdy wspominałem przeboje ogniskowe tegorocznego obozu, takie jak Windę7, Ty i ja, czy Zielone szkiełko, nie mogłem nie pomyśleć o artyście, który stworzył te piękne piosenki, a jest nim Robert Kasprzycki, który swym utworem "Światopodgląd" promuje płytę, która ma się ukazać jesienią tego roku. W promocji ma mu pomóc zwycięski pochód tego utowru na czoło Listy Przebojów Programu III. Przez wzgląd na te miłe chwile przy ognisku, możemy go wspomóc, głosując na jego piosenkę. Głosować można ze strony Radiowej Trójki.


Kurozwęki 2006

24 godziny, czyli odwiedziny piąte i ostatnie:
            Gdy w niedzielę(13.08) koło 18 godziny robiłem ostatnie poprawki na stronie, żałując, że nie udało się dotrzeć na te ostatnie dni do Kurozwęk, nie spodziewałem się absolutnie, że 24 godziny później będę zasiadał do komputera, by jednak zdać relację z tych ostatnich godzin obozu. Całkiem niespodziewanie dotarłem w niedzielę koło 21 do Kurozwęk i dzięki temu mogłem być świadkiem kolejnego chrztu, który był tylko preludium do tzw. zielonej nocy - oj! działo się tej nocy, działo! Wydaje mi się, że "zielona noc" musi być wymysłem producentów pasty do zębów, bo całe tubki tego specyfiku, miast chronić dzielnie nasze zęby przed próchnicą, spoczęły na twarzach, dłoniach i ubraniach uczestników obozu. Do późnych godziny nocnych dały się słyszeć tu i ówdzie odgłosy młodzieżowych szaleństw. W poniedziałek rano Kurozwęki wylewały deszczowe łzy z żalu, że je opuszczamy i jeszcze przy śniadaniu wydawało się, że tak już zostanie. Na szczęście zgodnie z zapowiedzią przygodnego synoptyka amatora, deszcz przestał padać o 11.30 i mogliśmy się spokojnie spakować. Jeszcze tylko ostatni obiad, czułe pożegnania, kilka pożegnalnych zdjęć i można wsiadać do autobusu, aby ruszyć do domu. Wsiadając do tego ostatniego autobusu, pomyślałem, że zamykam jakby w ramach, tą moją obozową przygodę, która rozpoczęła się, gdy przyjechałem autobusem z młodzieżą w pierwszy dzień pierwszego turnusu. Patrzyłem jak Kurozwęki zostają w tyle i żałowałem, że nieszczęśliwym trafem, mój tegoroczny pobyt na obozie ograniczył się tylko do krótkich odwiedzin. Na pocieszenie pozostała mi myśl, że w przyszłym roku też będzie obóz w Kurozwękach, na który już teraz zapraszamy wszystkich chętnych i mamy nadzieję, że będzie ich równie sporo jak w tym roku!
A to kilka końcowych zdjęć z ostatnich godzin

Odwiedziny czwarte(turnus trzeci):
             Tak, to już trzeci turnus, jak ten czas szybko leci, za chwilę będzie już po obozie i znów wszyscy będziemy musieli czekać cały rok, by znaleźć się w tym cudownym miejscu, jakim niewątpliwie jest "nasza" łąka w Kurozwękach. Tym razem przyjechałem znów w piątek wieczór i miałem wyjechać w niedzielę, ale jakoś nie mogłem się rozstać z obozem i udało się wyjechać dopiero w poniedziałek. Średnia wieku chyba najniższa z wszystkich turnusów, warunki trudniejsze, bo pogoda nie była już tak idealna i sporo wody polało się z nieba, ale w niczym to nie przeszkadzało uczestnikom, wszyscy dobrze się bawili i dzielnie stawiali czoła spartańskim warunkom w jakim przyszło spędzać wakacje. Wraz z uczestnikami mogłem znów zwiedzić wspaniały Szydłów, gdzie zdążyliśmy obejść wszystkie najważniejsze zabytki tego miasta. Z racji mej jednoręczności, aparat oddałem w dobre ręce i dzięki temu w ciągu trzech dni udało się zgromadzić ponad 300 zdjęć. Tu zamieszczam tylko część z nich, oczywiście będzie możliwość obejrzenia i uzyskania pozostałych.
zdjęcia z trzeciego turnusu

Odwiedziny trzecie(turnus drugi):
            Kolejne odwiedziny w pięknych Kurozwękach wypadły już w czasie drugiego turnusu, przyjechałem pod sam jego koniec i trafiłem na wydarzenia, które zwykle budzą wiele emocji, tak w uczestnikach, jak i wśród kadry oraz widzów. W sobotnie popołudnie mogłem oglądać konkurs tatarski, w nocy byłem świadkiem chrztu, który tradycyjnie obejmuje wszystkich, którzy na obozie są pierwszy raz, a w niedzielę dane mi było oglądać ciekawy konkurs skoków, w którym startowali tylko bardziej zaawansowani jeźdźcy. Humory dopisywały wszystkim, ale jak mogło być inaczej, jeśli przez cały czas towarzyszyła im wspaniała pogoda, cudowne słońce, gorące powietrze i ciepła woda w zalewie Chańcza, w którym uczestnicy spędzali sporo czasu. I tym razem zrobiłem trochę zdjęć, ale znacznie więcej zrobił ich "szalejący fotoreporter", czyli Wojtek Wszołek, który był na obozie jednym z wychowaców. Tu na stronie można obejrzeć tylko małą część zdjęć, które w komplecie można będzie zakupić na specjalnie przygotowanej przez Wojtka płycie DVD. Na płycie tej Wojtek zmieścił wszystkie zdjęcia, które zrobił on sam, a także zdjęcia Kasi Gil(drugiej wychowawczyni) oraz tych kilka moich zdjęć. Płyta będzie do nabycia w klubie i to po tzw. kosztach, czyli za jedyne 2 zł i na pewno stanowić będzie miłą pamiątkę dla wszystkich uczestników obozu!
zdjęcia z drugiego turnusu(wybrać spośród ponad 800 zdjęć nie było łatwo)

Odwiedziny drugie:
            Drugie odwiedziny na obozie w Kurozwękach trwały trochę dłużej, bo prawie dwa dni i były jeszcze milsze niż pierwsze. Przede wszystkim młodzież była już bardziej zgrana i widać było, że dobrze się razem bawią, poza tym akurat udało mi się trafić na bardzo ciekawe wydarzenia jakimi są: rajd konno-rowerowy do Szydłowa i pławienie koni. Szydłów zyskał miano "polskiego Carcassone" dzięki zachowanemu do czasów współczesnych XIV-wiecznemu układowi urbanistycznemu zawierającemu wiele elementów tak architektonicznych jak i przestrzennych średniowiecznego miasta. Do najważniejszych zabytków miasteczka zaliczają się: mury obronne wraz z Bramą Krakowską, zespół zamkowy(Sala Rycerska, Skarbczyk, Brama Zamkowa), kościół farny pod wezw. św. Władysława, kościół pod wezw. W.W. Świętych oraz synagoga - naprawdę jest tam, co podziwiać, a dla tych, którzy nie potrafią dostrzec tych uroków, na dziedzińcu zamkowy rosną wspaniałe czereśnie, których chyba nikt oprócz nas nie jada. Pławienie koni? To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy, zdjęcia, ani słowa nie oddadzą tego, co się czuje widząc to wszystko. Oczywiście tradycyjnie atrakcją były ciekawe i rozśpiewane ogniska oraz noce przespane pod niebem pełnym gwiazd w towarzystwie ponad połowy uczestników obozu. Widząc i przeżywając to wszystko, tym mocniej żałowałem, że znów muszę to cudowne miejsce opuszczać, na swoje szczęście, uczestnicy mają przed sobą jeszcze tydzień!
a tu kolejne zdjęcia z obozu

Odwiedziny pierwsze:
           Pierwszy turnus obozu w Kurozwękach już się rozpoczął! Dzieci dotarły szybko i sprawnie na miejsce pobytu, a tam równie szybko rozlokowały się w czekających już na nich namiotach. Pierwszym obiadem było tradycyjnie pyszne spaghetti przygotowane przez niezastąpioną panią Martę i jej pomocniczkę Marysię. Jednak nim przystąpiono do konsumpcji, nastąpiło przedstawienie kadry obozowej, która wraz z niezwykle licznym zastępem konnym(20 koni) ma zapewnić uczestnikom spędzenie w tym magicznym miejscu wspaniałych 2 tygodni wakacji. Na razie zdecydowanie pomaga w tym zadaniu cudowna pogoda. Wszyscy z podziwem spoglądają na intensywnie niebieskie niebo, aby wypatrzyć, choć jedną chmurkę, ale nie jest to prostym zadaniem. Za to, gdy nadchodzi noc, a uczestnicy zasiądą już do ogniska, wypatrzenie gwiazdy nie stanowi problemu, ponieważ miliony gwiazd czarują wszystkich swoim pięknem. Do tego wspaniale grają i śpiewają Kinga z Michałem, a wychowawczynie wprowadzają ciekawe zabawy towarzyskie, a potem ciężko oderwać się od ognia i udać do łóżka, dlatego niektórzy pozostają na miejscu, śpiąc w tym "wielogwiazdkowym hotelu". W zalewie Chańcza woda cieplutka i czysta, dla tych, których zaniepokoiły wieści o tragedii, jaka rozegrała się na tym zbiorniku, śpieszę donieść, że obecnie jest tam bardzo bezpiecznie. Nie dość, że według rachunku prawdopodobieństwa następny taki wypadek może się tam zdarzyć za tysiąc lat, to jeszcze wszystkie służby zelektryzowane tym, co się stało, szczególnie mocno dbają teraz o bezpieczeństwo na akwenie. W każdym razie dzieci mogły spokojnie poszaleć w wodzie! Atrakcji cała masa i tylko żal, że musiałem porzucić to wszystko, by udać się do Krakowa.
a tu kilka zdjęć z tej pierwszej doby


GWASZENIADA!!!

            "Gwaszeniada" i wszystkie towarzyszące jej imprezy już za nami. Dnia 10 czerwca 2006 roku o godzinie 11 rozpoczęła się zabawa, a rozpoczęła się od wspaniałych pokazów w wykonaniu jeźdźców naszego klubu. Był jak zwykle wspaniały kadryl, były niesamowite popisy chłopców w mundurach i zupełna nowość, czyli prezentacja umiejętności jazdy w siodle damskim! Potem nastąpiły chrzciny, nadano imię naszej najmłodszej latorośli, teraz córka Gardy już zupełnie oficjalnie ma imię - Gruzja. Po tych uroczystościach nastąpiła właściwa "Gwaszeniada", na "Rogatce" każda z przybyłych rodzin pozostawiała ciasto własnego wyrobu, a potem ruszała do boju i sprawdzała swe umiejętności na rozlicznych stacjach. W tym roku zadania były związane z przygotowaniem i odbyciem wycieczek połączonych z biwakiem. Zabawa była doskonała, a najbardziej zmęczeni byli rodzice, którzy próbowali wytłumaczyć swoim pociechą, że kiedyś trzeba iść do domu i porzucić nasz klub. Mamy nadzieję, że w przyszym roku uda się nam zorganizować równie miłą imprezę, na którą już zapraszamy!
Niestety mój aprat ciągle nie jest sprawny i przez to nie mogę zamieścić żadnych zdjęć, pozostaje tylko ta krótka relacja słowna.


Pierwszy dzień zawodów już za nami!

           W sobotę, 13 maja 2006 roku, rozegrano pierwszą konkurencję Międzyklubowych Zawodów Rekreacyjnych w WKKW, które odbywają się na terenie naszego klubu. Oczywiście był to cross, który w tym roku zgromadził tylko 8 śmiałków. Wiadomo, że jest to bardzo trudna konkurencja, która wymaga nie tylko dużych umiejętności od jeźdźca i konia, ale też wielkiej odwagi i zdecydowania. W tym roku na uczestników crossu czekało 8 przeszkód, w tym jeden szereg, a więc trzeba było oddać aż 9 skoków, a przeszkody nie byle jakie - solidne, sporych rozmiarów, stałe przeszkody z trudnymi najazdami. Zresztą cała trasa crossu była dość trudna technicznie. Na zawodników czekały ostre zakręty, karkołomne zjazdy i podjazdy oraz drzewa, które czasem pojawiają się ni stąd, ni zowąd przed niektórymi jeźdźcami. Mimo to, aż 5 zawodników mogło się pochwalić czystymi przejazdami: Gabriela Mamoń na Markizie{prywatny koń), Asia Bania na Topazie, Marysia Szupelak na Kenii, Zosia Zawadzińska na Wolcie oraz Jarek Mnich na Kwadrze. Lekko przekroczyła normę czasu Irmina Kałka na Kenii uzyskując 2.4 pkt karnego, Tomek Huber na Topazie uzyskał już 13.6 pkt, natomiast największym pechowcem tego dnia(to w końcu 13) okazała się być Dorota Kowalska na Kwadrze, która straciła dużo czasu na ponowne wsiadanie na konia i sporo przekroczyła normę czasu uzyskując 23.2 pkt. Chciałbym jeszcze dodać, że najlepszym czasem z wszystkich przejazdów mogła się pochwalić Asia Bania.
Gratulujemy wszystkim zawodnikom wspaniałych przejazdów i wielkiej odwagi i życzymy powodzenia w następnych próbach!

I już po zawodach!

           W drugim dniu zawodów, czyli w niedzielę 14 maja 2006 roku, rozegrano aż 3 konkursy. Dwa z nich wchodził w skład konkursu głównego WKKW, były to konkurs ujeżdżenia klasy P7 oraz konkurs skoków klasy L, a dodatkowo dla mniej zawansowanych zawodników odbył się konkurs skoków klasy LL. We wszystkich tych konkursach udział wzięło około 50 zawodników z różnych klubów. Tym razem pogoda nie była już tak piękna jak dnia poprzedniego, ale też nie można było narzekać. Nocne opady deszczu spowodowały, że nasza ujeżdżalnia przestała się tak okrutnie kurzyć i zawodnicy oraz sędziowie zyskali komfortowe warunki jazdy. W czasie zawodów głównie świeciło nam słońce, ale dwa razy przeszły nad obiektem dość mocne opady, na szczęście krótkie, które nie mogły przeszkodzić w rozgrywaniu konkursów. Pierwszą konkurencją rozegraną w niedzielny poranek było ujeżdżenie, to w tej konkurencji pogrzebała swoje szanse na zwycięstwo w całym WKKW Gabriela Mamoń na Markizie, która zachwycała wszystkich swoim ruchem i wspaniałymi skokami w pozostałych konkursach, niestety ta para zajęła przedostatnie miejsce, a zwycięską parą była Asia Bania na Topazie, która mimo długiej przerwy w jazdach udowodniła swoją wyższość nad pozostałymi zawodnikami. Tuż za nią uplasował się Tomek Huber, który jechał również na Topazie, a trzecie miejsce zajęła Magda Motyl ze swoim ukochanym Sokołem. W konkursie skoków klasy L rywalizacja była bardzo zacięta i wzbudziła wiele kontrowersji. Dane nam było oglądać dwa wspaniałe i bardzo szybkie przejazdy, ostatecznie, o ułamki sekundy, wygrała Marysia Szupelak na Kenii, wyprzedzając Gabrielę Mamoń na Markizie. Ale wielkie brawa dla obu zawodniczek, jak zwykle w takich wypadkach pozostaje żałować, że w pewnym zakresie różnic czasowych nie przyznaje się po prostu równoległych miejsc. Trzecie miejsce w tym konkursie zajął Tomek Huber jadący na Topazie. A teraz najważniejsze, czyli konkurs WKKW, w którym ostatecznie sklasyfikowano tylko 6 zawodników. Lekko obolała Dorotka Kowalska sama zrezygnowała z dalszej rywalizacji, natomiast Zosia Zawadzińska została wyeliminowana w konkursie skoków - wielka szkoda, bo ta młoda zawodniczka spisywała się bardzo dobrze w całym konkursie i na pewno zasługiwała na wysokiej miejsce w ostateczne klasyfikacji. Ostatecznie, cały konkurs WKKW wygrała Asia Bania na Topazie, druga była Marysia Szupelak na Kenii, a tuż za nią Tomek Huber na Topazie - gratulacje dla całej trójki. I jeszcze na zakończenie najlepsza trójka w konkursie skoków klasy LL, który zasadniczo był przeznaczony dla młodych jeźdźców i koni typu kuce, tu wygrała Irmina Kałka na koniu Derwisz z Decjusza, wyprzedzając Alę Furtak na Wolcie, a trzecie miejsce zajęła Agnieszka Szymańska na koniu Prince. Dziękując wszystkim za udział, czy to w charakterze zawodnika, czy widza, zapraszamy już na nasze jesienne zawody, które tym razem być może będą otwarte także dla zawodników spoza naszego klubu!
Oto pełnewyniki zawodów.
A tu pełne wyniki w formacie .xls zawierają także zawodników wyeliminowanych oraz pełną punktację.

Otrzymałem właśnie dwa filmiki z tych kontrowersyjnych przejazdów w konkursie skoków klasy L, mimo tego, że są kręcone mniej więcej z miejsca, gdzie siedzieli sędziowie, niestety kamera nie stoi w osi obu celowników startowych dlatego pomiar czasu nie może być miarodajny. Potwierdzają tylko, że różnica dzieląca obie zawodniczki była niewielka. Wyraźnie pokazują, że Marysia z Kenią, co może było mniej spektakularne dużo lepiej pojechała początek przejazdu, natomiast Gabriela z Markizą wspaniale pojechały drugą część tej trasy, ale oglądnijcie sami.
Filmy, za które bardzo dziękujemy Kotkom, mają sporą objętość( pobranie polecam tylko dla ludzi ze stałym łączem) i można je odtwarzać w programie realplayer!
przejazd Marysi
przejazd Gabrieli
Otrzymałem też pokaz zdjęć wykonanych przez Pipena(to nie ten z NBA), plik w formacie .pps około 2MB



Klubowe zawody jeździeckie!

           Bardzo przepraszam, że tak długo trzeba było czekać na oficjalne wyniki klubowych zawodów. Tym razem było to spowodowane kilkudniowym strajkiem mojego monitora, któremu dopiero wizyta w serwisie poprawiła humor i znów mogę korzystać z komputera. Ale wracając do zawodów. Tym razem mieliśmy niezwykłe szczęście do pogody, cudowne słońce, ciepło i sucha nawierzchnia na ujeżdżalni, tego nie pamiętają nawet najstarsi klubowicze! Do miłej aury dostosowali się wszyscy, jeźdźcy, konie, widzowie, sędziowie i tym sposobem całą imprezę można uznać za niezwykle udaną. W ciągu dwóch dni rozegrano 5 konkursów, w każdym startowało po kilkunastu zawodników, odwiedzili nas także goście z Tomaszowic, którzy przyjechali z trójką małych jeźdźców i dwójką małych koników polskich. W pierwszym dniu zawodów, czyli w sobotę 22 kwietnia 2006 roku, rozegrano konkurencje ujeżdżeniowe. W ujeżdżeniu klasy L zwyciężyła Magda Motyl na Pikadorze, przed Zosią Zawadzińską na Roksania i Ulą Dobisz na Sokole! W ujeżdżeniu klasy P wygrała Marysia Szupelak na Galicji, wyprzedzając Zosię Zawadzińską na Wolcie i Dorotkę Kowalską na Ambicji. W drugim dniu, czyli w niedzielę 23 kwietnia, rozegrano aż 3 konkurencje. W pierwszej z nich, w Konkursie Młodych Jeźdźców zwyciężyła Ola Stasiak na Topazie, przed Martą Zielińską na Nadziei(Tomaszowice)i Aleksem Mleczko na Czeku, w Próbie Caprillego najlepsza okazała się Olga Smolny na Wolcie, która wyprzedziła dwójkę z Tomaszowic, Martę Zielińską na Nadziei oraz trzeciego w konkursie Ludwika Zielińskiego na Miłej. Ostatnią konkurencją tego dnia, był konkurs skoków, oczywiście rozbudził on wielkie emocje, a zwyciężyła w nim Iza Grabska na Fenicjance, wyprzedzając Marysię Szupelak na Topazie i Tomka Hubera jadącego również na Fenicjance. Cóż, okazało się, że konie, które nie są faworytami jeźdźców na zawody, typu Feni, Sokół, Galicja, spisały się całkiem dobrze i pokazały, że stać je na wiele. Ale w takich zawodach liczą się nie tylko wyniki, ważne było, że startowało sporo osób, że sporo osób przyszło ich dopingować z trybun, ważne, że wszyscy się dobrze bawili i humory dopisywały. Ale jak tu mieć złe humory, kiedy oprócz słońca, w dobrych nastrojach utrzymywało nas wspaniałe jedzenie. W pierwszym dniu był to przede wszystkim przepyszny strogonow, natomiast w drugim smaczne kiełbaski, serwowane wszystkim przez dzielną załogę Sieprawskich. Ania z Izą pracowały w niezwykle trudnych warunkach, okrutny gorąc i dym, smażąc się i wędząc nie gorzej od tych kiełbasek, ale ich trud docenili wszyscy, którzy nie musieli przymierać głodem na tych zawodach. Mając nadzieję, że wszystko będzie się układać równie pięknie w czasie zawodów międzyklubowych, zapraszamy na nie już teraz - przypominam 13 i 14 maja!!!
szczegółowe wyniki zawodów
 


Garda urodziła!!!

            Dnia 16 kwietnia, koło 2 w nocy, Garda urodziła córkę. Bezimienna, na razie, klaczka jest piękna, zdrowa i niezwykle żywotna. Garda wiedziała, co robi. Wszyscy czekali z niepokojem, kiedy nastąpi poród, a ona nie spieszyła się, spokojnie czekała na odpowiedni dzień i oto ten dzień nastał! Pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, to bardzo dobry termin na poród, urodzona w takim dniu kobyłka powinna być znakomitym koniem i oby tak było! Dodatkowym plusem tego terminu jest fakt iż w związku ze świąteczną przerwą w jazdach Mama Garda i jej córeczka będą miały spokojniejsze te pierwsze dni, w których spokoju im przecież tak bardzo potrzeba. Gratulujemy szczęśliwej matce i już rozpoczynamy konkurs na imię dla córeczki.


Jaworki, Jaworki, Jaworki!!!

            Po trzykroć Jaworki, bo tyle razy byliśmy tam w tym roku i już zanosiło się na czwarty raz, który miał być oficjalnym zakończeniem sezonu narciarskiego, gdy nieubłagana wiosna zakończyła sezon troszkę wcześniej niż tego sobie życzyliśmy. Nie muszę już więc czekać dłużej, mogę zacząć stopniowo umieszczać tu materiały z kolejnych klubowych wyjazdów do tego pięknego miejsca, jakim jest schronisko na Durbaszce. Jeśli pogoda będzie równie sprzyjająca jak teraz i jeśli Jarek Mnich ściągnie zdjęcia ze swego apartu, mam nadzieję poradzić sobie z tym zadaniem w miarę szybko.


Obrazek tytułowy

            Cóż, tego sezonu, mimo, że zima była piękna, do udanych zaliczyć nie można, przynajmniej jeśli idzie o jazdę na łyżwach. W sumie co się dziwić, takie łyżwy to śliska sprawa i trzeba mocno uważać, aby nie upaść, a czasem z upadku ciężko się podnieść! Ale skoro sezon zaczęliśmy, to wypadałoby go skończyć. Lodowisko na Błoniach już zamknięte, więc zostaje wspaniała tafla przy Hali Targowej, po której ślizgają się też mistrzowie Polski - hokeiści Cracovii! Mam nadzieję, że uda nam się ustalić jakiś zadowalający wszystkich termin i spotkamy się choć ten jeden, ostatni raz! Zapraszamy wszystkich chętnych!

a tu zdjęcia ze ślizgawki

Ferie w Tabunie!

             Jak, co roku w naszym klubie zorganizowano akcję pt."Ferie w mieście". Akcja ta skierowana była do młodzieży, która pozostaje w czasie ferii w Krakowie i trwała jak się można domyśleć od 13 do 24 lutego 2006 roku. Na zajęciach, które odbywały się od poniedziałku do piątku, gromadziło się ponad 40 osób. Przygotowano dla nich sporo atrakcji, pierwszą i najważniejszą była oczywiście jazda konna. Jeździć mogli wszyscy, ci bardziej doświadczeni, ci mniej i ci początkujący, ponieważ jazdy były prowadzone dla grup o różnym stopniu zaawansowania. Oprócz tego odbywały się również przejażdżki dla najmłodszych oraz przejażdżki na saniach dla wszystkich chętnych. Ale nie tylko konie miały stanowić atrakcję tej akcji. Opiekunowie organizowali gry i zabawy w plenerze, rozliczne konkursy artystyczne i wiedzy wszelakiej, można było znaleźć pole do popisu niemal w każdej dziedzinie. Krótkie pogadanki oraz filmy z tematyki hipologicznej miały za zadanie rozszerzyć wiedzę uczestników zajęć w tym zakresie. W ciągu tych dwóch tygodni udało się również dotrzeć na lodowisko na Błoniach, gdzie wszyscy znakomicie się bawili jeżdżąc lub próbując jeździć na łyżwach. Zorganizowano także wyjście do kina oraz zwiedzanie lotniska w Balicach - na szczęście nikt nie odleciał do ciepłych krajów i wszyscy w komplecie mogli się zjawić na spotkaniu z policjantami, którzy przyjechali opowiadać o swojej ciężkiej doli, a opowieściami swymi wzbudzili spore zainteresowanie. Oprócz zajęć wszelkiego rodzaju, organizatorzy akcji zapewniali też posiłki i gorącą herbatę, dzięki temu wszyscy uczestnicy i opiekunowie mogli dotrwać w znakomitej kondycji i humorach od rana do późnego popołudnia. Podobnie jak w latach poprzednich, także i w tym roku, dopisała pogoda i wszystkie zajęcia mogły się odbywać we wspaniałej zimowej aurze, nie zabrakło śniegu ani na śniegowe rzeźby, ani do jazdy na saniach i sankach, a i konie dużo lepiej czują się, gdy widzą wokół siebie bezkresną biel. Na następną taką akcję zapraszamy już za niecały rok!

a tu kilka zdjęć na potwierdzenie

ROK 2008 ROK 2007 ROK 2006 ROK 2005 ROK 2004 ROK 2003 ROK 2002 ROK 2001 ROK 2000


Ośrodek Rekreacji i Rehabilitacji Konnej Tabun

filia MDK "Dom Harcerza"

Zapomniałeś? Nowe hasło
Nie masz konta? Zarejestruj się
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać treści do strony.
Tylko gdy jesteś zarejestrowany ustawienia wyglądu strony zostaną zapisane w bazie
WKKW - czerwiec 2008!
Maciek ,
News ,
09-05 14:48
słów parę o naszych zawodach WKKW
Nasza placówka
Maciek ,
News ,
09-05 14:45
nasza placówka w ramach naszej-klasy