Tabun Powrót na stronę główną

Wigilia Klubowa

Maciek ,

News ,

2009-01-07 13:02
Były słowa, pojawiły się też zdjęcia!

WIGILIA KLUBOWA 2008!

Obrazy:

W końcu są zdjęcia, to zdjęcia, które mamy dzięki fotoreporterskiej działalności Wojtka Wszołka - dziękujemy! Oczywiście Wojtek zdjęcia przekazał mi już wieki temu,ale ja ciągle miałem inne sprawy do załatwienia i dlatego pojawiają się one dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale, więc oglądajmy:
pierwsza część zdjęć z Wigilii
druga część zdjęć z Wigilii
trzecia część zdjęć z Wigilii
czwarta część zdjęć z Wigilii
 

 

Słowa:

Wigilia Klubowa 2008 roku już za nami! I przede wszystkim trzeba szybko obliczyć, że to była 26-sta Wigilia w 25-letniej historii klubu, czyli szmat czasu już za nami, a byli wśród nas tacy, którzy jeszcze tą pierwszą pamiętają! Ale wróćmy do roku obecnego, do tego pięknego 2008 – jeszcze w piątek łudziłem się nadzieją, że tym razem nasza Wigilia odbywać się będzie w scenerii typowo zimowej, że sanie to hali pociągniemy po śniegu, a czysta biel świeżo opadłego puchu wprowadzi nas w piękny nastrój swoimi i oczaruje magicznymi widokami. Niestety rzeczywistość okazała się bardziej szara, sanie trzeba było przenosić i wozem przewozić, bieli dostrzec nie można było, ale nawet stąpając po błocie piękną atmosferę można było stworzyć i to chyba nam się udało – przynajmniej ja to tak odczułem!
Liczyłem się z tym, że ludzi będzie sporo, ale nie spodziewałem się, że aż tak dużo. Wydaje się, że była to rekordowa pod względem frekwencji Wigilia - podczas życzeń w stajni ciężko było wszystkich pomieścić, a hala do hipoterapii pękała w szwach!!! To miły widok, bo obrazuje, że ta nasza klubowa rodzina wciąż się powiększa i wszystkich cieszy wspólne świętowanie takich okazji. Zaczęło się, jak zwykle, z planowanym opóźnieniem, czyli koło 18.15 – trudno zacząć punktualnie, gdy tłum w stajni jest tak wielki, że ludzie się ledwie wciskają, a co po niektórym ciężko się przepchnąć na z góry upatrzone pozycje. Te strategiczne pozycje zająć musiało kilka ważnych osób, a pierwszą z nich była nasza kierowniczka – Kasia Furtak, która rozpoczęła Wigilię krótkim powitaniem wszystkich gości. Jako drugi w kolejności, wystąpił ks. Adam, który odczytał nam, jakże ważny fragment Ewangelii, traktujący o prawdziwych powodach, dla których co roku o tej porze zbieramy się w naszej stajni – o przyjściu na świat malutkiego Dzieciątka, które stało się naszym Zbawicielem. Następnie słów kilka powiedziała pani Alicja Szydło - dyrektor naszego MDK-u(w tym roku mieliśmy przyjemność gościć w tej naszej, nie tak lichej, stajence pracowników z całej placówki). W krótkich i miłych słowach podziękowała wszystkim za przybycie i złożyła nam wszystkim świąteczne życzenia, a po nich nastąpił czas rozlicznych życzeń indywidualnych, bo przecież „niebo – ziemi, niebu – ziemia, wszyscy – wszystkim ślą życzenia”. Taki to jest ten jeden dzień w roku, niezwykle radosny i obfitujący w dobre słowa. Gdy wychodziłem ze stajni, zrobiło się w niej już prawie pusto i zupełnie cicho. Konie tylko coś pokrzykiwały, jakby chciały wyrazić swoje oburzenie, że do hali na imprezę ich nikt nie zaprosił, a one przecież też zawsze chętne do biesiadowania. Jednak, gdy na halę wszedłem, stwierdziłem, że ciężko byłoby tu szpilkę wcisnąć, co dopiero jakiegoś rumaka. Zresztą gwar rozmów chyba by je szybko przegonił, a gdy już do mikrofonów dorwała się mocna grupa kolędników pod wezwaniem Magdy Motyl, uciekałyby w popłochu, bo to płochliwe zwierzęta. W przeciwieństwie do ludzi, którzy nie tylko nie uciekali, ale nawet ze sporą przyjemnością przysłuchiwali się wyczynom kolędników, którzy pięknie grali i śpiewali! Co prawda mimo sprzętu nagłaśniającego ciężko było im się przebić przez gwar rozmów, ale kto chciał, ten słyszał! Z drugiej strony trudno też się dziwić rozgadanym, że mówić przestać nie mogli. Raz, że wielu z nas zobaczyło się pierwszy raz od miesięcy, a może nawet od zeszłorocznej Wigilii i pogadać było o czym, dwa, że jak się próbuje tak wspaniałych potraw, niełatwo ich na głos nie wychwalać! Przecież stoły uginały się od przyniesionych przez Was specjałów, a do tradycyjnego barszczu trzeba było się ustawiać w kolejce, która przypominała te znane nam sprzed wielu lat. Gdy szum rozmów już nieco opadł, rozpoczęła się druga część kolędowania, tym razem pod wezwaniem rodziny Wróblewskich, którzy to nam od lat przygrywają i swoimi pięknymi głosy ciągną te nasze, sprawiając, że choć w ten jeden wieczór brzmi to wszystko bardzo pięknie. Z radością muszę stwierdzić, że grupa kolędników też się rozwija, tak pod względem liczebności, jak i jakości, bo nie dość, że melodię zaczynamy już utrzymywać, to słów coraz więcej pamiętamy i za lat parę te drukowane przeze mnie śpiewniki mogą się okazać zupełnie zbędne! Cieszyliśmy się tym naszym kolędowanie dość długo, ale nic nie trwa wiecznie i przyszła godzina, kiedy to większość ludzi musiała się udać do domów. Hala przycichła, opustoszała, zostało na niej zaledwie kilkanaście osób i w zasadzie wydawało się, że to już koniec, że teraz świeczki pogasić możemy i też do domu się udać, ale wciągnęła nas magia mikrofonów i zaczęło się – nagle nasz kolędowy wieczór zmieniła się w coś w rodzaju nocnego śpiewogrania. Nastąpiły występy rodzinne, indywidualne i zbiorowe, śpiewy, deklamacje, monologi i dialogi, co kto chciał i jak chciał, bo przecież „śpiewać każdy może”, choć nie musi, a ważne jest to, że wszyscy dobrze się bawili! Z hali umykaliśmy dopiero przed północą w obawie, że nasze samochody mogą zamienić się w dynie, nasze ubrania w łachmany, a piękne, niemal złote buty zimowe, w rozpadające się szmaciaki.
Piękna to Wigilia była i bardzo gorąco dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że taką właśnie była, za pracę jaką w włożyli w przygotowania, a tym, co przybyli, za to, że mogliśmy się zobaczyć, życzenia sobie złożyć, opłatkiem połamać i przy stole wspólnie zasiąść, a potem śpiewać i grać Mu do późnej nocy!

Gdyby ktoś chciał jeszcze z rodziną pośpiewać, lub ze znajomymi, to ciągle można sobie pobrać - śpiewnik - kolędy i pastorałki

Chciałem jeszcze dodać, że po Wigilii zostało jeszcze sporo pięknych kalendarzy na rok 2009. To kalendarze przygotowane z okazji 25-lecia naszego klubu, a zobaczyć w nich można zdjęcia źrebaków w naszym klubie narodzonych - wszystkich 13, bo tyle ich mieliśmy! Aby stać się posiadaczem tego wspaniałego kalendarza wystarczy wyciągnąć z kieszeni 2 złote(koszty produkcji), można też wyciągnąć więcej, a nadwyżki z wpłat będziemy mogli przekazać na schronisko "Tara", w którym do dziś mieszka jeden z naszych byłych koni zwany Finiszem.

Ośrodek Rekreacji i Rehabilitacji Konnej Tabun

filia MDK "Dom Harcerza"

Zapomniałeś? Nowe hasło
Nie masz konta? Zarejestruj się
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać treści do strony.
Tylko gdy jesteś zarejestrowany ustawienia wyglądu strony zostaną zapisane w bazie
Nasza placówka
Maciek ,
News ,
09-05 14:45
nasza placówka w ramach naszej-klasy