-
Gwaszeniada 2008
-
- 2009-06-07 21:32
- W tym roku inspiracją do nadania tematu przewodniego imprezie były Igrzyska Olimpijskie!
GWASZENIADA.
W 2008 roku, impreza ta odbyła się w sobotę 7 czerwca!
PROGRAM GWASZENIADY:
godz.11.00 - spotkanie gości, dzieci, młodzieży i rodziców na polanie nad ujeżdżalnią
godz.11.15 - tradycyjny kadryl w wykonaniu "amazonek klubowych" oraz pokaz sprawności koni i jeźdźców
godz.11.35 - wjazd rodziców chrzestnych na ujeżdżalnię, obrzęd nadania imienia klubowemu źrebakowi
godz.12.00 do 15.00 - "GWASZENIADA" - zabawa-gra terenowa dla rodziców i dzieci
I SŁÓW KILKA NA TEN TEMAT:
Tak przedstawiał się ramowy program tego miłego dnia, ale już na samym początku nastąpiły wymuszone zmiany i pewne przesunięcia w czasie. Tak jak pisałem wcześniej, kolejka do bram wioski olimpijskiej była tak wielka, że musieliśmy czekać z rozpoczęciem pokazów, aby mogli obserwować je wszyscy przybyli. Gdy wszystkie formalności z udziałem w imprezie zostały załatwione, gdy trybuny zapełniły się, wszyscy z zapartym tchem mogli się przyglądać wyczynom ośmiu amazonek i ich rumaków, które zaprezentowały swe wysokie umiejętności i niesamowite zgranie w czasie i przestrzeni, a to wszystko w programie przygotowanym tradycyjnie przez Basię Pieróg. Przygotowanie i dopracowanie takiego programu wymaga wielu godzin treningów i naprawdę ciężkiej pracy. Ten piękny przejazd wzbudził zasłużone owacje wśród licznie zgromadzonej publiki! Po kadrylu rozpoczął się przemarsz "ekip olimpijskich"", czyli dzieci uczestniczących w zajęciach hipoterapii, które przy okazji tej imprezy przebrały się w stroje narodowe mieszkańców różnych państw i kontynentów. Po tej pełnej radości i kolorów paradzie, na ujeżdżalni pojawiły się przeszkody, a nad nimi skakały dwie amazonki i nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że pokonywały te przeszkody parami, to zgodnie najeżdżając z tego samego kierunku, to jadąc z przeciwnych stron i mijając się dosłownie o włos nad przeszkodą, co mogło być naprawdę bardzo niebezpieczne, a jak wiadomo, co niebezpieczne, budzi wielkie emocje wśród widzów i nie inaczej było tym razem.
Ten występ zakończył pierwszą część imprezy, czyli pokazy jeździeckie, a chwilę później pokazała się kolejna para, tym razem czarno-biała, czyli córeczka i mamusia, czyli Arkadia i Atena. Atena przyzwyczajona już do tego miejsca zachowywała się dostojnie i spokojnie, jak przystało na matkę, natomiast Arkadia najdziksze wyczyniała swawole - jak przystało na młodociane dziecko, które pierwszy raz w życiu dostało się na piaszczystą plażę, przez jeźdźców zwaną ujeżdżalnią. Chwilę później na tą samą ujeżdżalnię wjechała bryczka zaprzężona w parę koni, a w bryczce tej zasiadali rodzice chrzestni, bo następnym punktem programu były właśnie chrzciny. Cała ceremonia przebiegała szybko i prawie spokojnie, para rodziców chrzestnych, czyli dyrektorka MDK-u - pani Alicja Szydło oraz były dyrektor tej placówki, pan Zbigniew Sabiński byli już doświadczeni w bojach, więc szybko i bez kłopotu uporali się z trudnymi zadaniami czekającymi na rodziców chrzestnych. Już po chwili Arkadia w końcu oficjalnie mogła używać swego pięknego imienia, a puszczona pierwszy raz samopas na ujeżdżalni zaczęła swój prywatny pokaz sprawności. Udowodniła wszystkim zgromadzonym, że będzie szybkim i sprawnym wierzchowcem, a gdy już się wybiegała, grzecznie wróciła z mamą do stajni. Tymczasem większość widzów zmieniła swój status i z biernych obserwatorów, stała się czynnymi uczestnikami właściwej części tej imprezy, czyli Gwaszeniady.
W tym roku Gwaszeniada polegała na zespołowo-rodzinnym zaprezentowaniu wylosowanych krajów europejskich - jako uczestników Olimpiady w Kraju Środka, tj. w Chinach. Całość gry jak zwykle odbywała się na terenie naszego ośrodka, a miejsce rozgrywania poszczególnych konkurencji trzeba było zlokalizować samodzielnie na podstawie wręczonych uczestnikom map. W tej specyficznej Olimpiadzie, rozgrano dość szczególne konkurencje, takie jak "Mur chiński", "Smok chiński", "Hipodrom", "Jazda rikszą" i inne. Wjeżdżając do olimpijskiej wioski, każda drużyna musiała zapłacić za udział w tej pięknej imprezie, a płaciła wręczając na rogatkach "myto" w postaci ciasta własnej roboty - ciasta te potem brały udział w konkursie na najpyszniejszy produkt, a przede wszystkim stanowiły posiłek regeneracyjny dla wszystkich uczestników całej zabawy. Każda konkurencja była punktowana, a zamiast medali wręczano "gwasze"(juany), które potem można było wymieniać w kantorze na różnego rodzaju atrakcyjne towary lub na przejażdżki konne. Kolejność zaliczenia przygotowanych konkurencji była dowolna, poza "Gościną Olimpijską", która stanowiła swego rodzaju finał całego startu. W finale uczestniczyli wszyscy zawodnicy, a oprócz konsumowania przygotowanych produktów oraz tych pyszności, które można było zakupić za zdobyte "gwasze", odbyło się losowanie nagród wśród ekip, które zaliczyły wszystkie konkurencje. Cały czas trwały też przejażdżki konne, które jak zwykle cieszyły się największym zainteresowaniem wszystkich uczestników.
Było już mocno po godzinie 15, gdy teren naszego ośrodka zaczął powoli pustoszeć, a cieszyć mogło to, że wszyscy wyjeżdżający wyglądali na bardzo zadowolonych, co było największym podziękowaniem dla wszystkich osób zaangażowanych w organizację całej imprezy!
ZDJĘCIA:
Tu możecie obejrzeć zdjęcia z imprezy, oprócz tych robionych przeze mnie, wykorzystałem również zdjęcia dostarczone mi przez Biserkę Cejovic oraz panią Martę Wojaczyńską - obu bardzo dziękuję!!!
Kadryl
Przemarsz ekip
Skoki parami
Chrzest Arkadii
Gwaszeniada
ZAPRASZAMY WSZYSTKICH ZA ROK!!!
W tym wypadku zachęcam również do zajrzenia do naszego archiwum, gdzie znajdziecie materiały z kolejnych tego typu imprez!